Buty za kilkaset złotych. Dobry plecak. Kijki. Kurtka techniczna. Zegarek GPS.
Wszystko przygotowane.
A pomiędzy stopą a butem?
Zwykła bawełniana skarpeta wyciągnięta rano z szuflady.
Brzmi trochę absurdalnie?
A jednak przed wyjściem w góry potrafimy długo zastanawiać się nad wyborem butów, plecaka czy kurtki, podczas gdy skarpety traktujemy jak najmniej istotny element wyposażenia.
Dopóki wszystko jest dobrze.
Bo po kilku godzinach marszu sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Wilgoć.
Tarcie.
Rozgrzana stopa.
Fałda materiału pod palcami.
Pierwsze pieczenie pięty.
I nagle widoki przestają być najważniejsze.
Zaczynasz myśleć o stopach.
A jeżeli do końca wędrówki zostało jeszcze kilka godzin, mały problem może bardzo skutecznie odebrać przyjemność z całego dnia.
Dlatego dla mnie skarpety w górach nie są dodatkiem do dobrych butów.
Są częścią systemu, który ma zadbać o stopy przez wiele godzin marszu.
W górach obowiązuje ta sama zasada co w ultra
Bieganie ultra nauczyło mnie jednej rzeczy.
Im dłużej jesteś w ruchu, tym większego znaczenia nabierają drobiazgi.
Na początku prawie ich nie zauważasz.
Po godzinie nadal wszystko jest dobrze.
Ale kiedy mijają kolejne godziny, każdy element wyposażenia zaczyna przechodzić prawdziwy test.
I właśnie dlatego widzę bardzo dużo podobieństw między ultramaratonem a całodziennym trekkingiem.
Oczywiście tempo i charakter wysiłku są inne.
Ale stopa?
Przez wiele godzin pracuje wewnątrz buta.
Poci się.
Przesuwa.
Naciska na materiał.
Pokonuje podejścia i zejścia.
A warunki potrafią zmienić się kilka razy w ciągu jednego dnia.
Dlatego na długi trekking patrzę podobnie jak na długi bieg:
im więcej godzin przede mną, tym mniej miejsca zostawiam na przypadek.
Dlaczego bawełniane skarpety nie są moim pierwszym wyborem w góry?
Bawełna sama w sobie nie jest złym materiałem.
Do codziennego użytkowania może być bardzo przyjemna.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy połączymy wiele godzin ruchu, pot, ciepło i zamknięty but trekkingowy.
Bawełna chłonie wilgoć i może pozostawać mokra znacznie dłużej niż materiały wykorzystywane w technicznych skarpetach sportowych.
A mokra skarpeta podczas kilkugodzinnej wędrówki to coś, czego zdecydowanie wolę unikać.
Nie dlatego, że po dziesięciu minutach wydarzy się katastrofa.
Problemem jest czas.
Godzina.
Trzy godziny.
Pięć.
Osiem.
W górach wszystko się kumuluje.
Wilgotny materiał może pogorszyć komfort, a połączenie wilgoci, ruchu i tarcia może sprzyjać podrażnieniom skóry.
Dlatego jeśli wiem, że czeka mnie kilka godzin na szlaku, wybieram skarpety techniczne.
Dobra skarpeta trekkingowa powinna przede wszystkim zarządzać wilgocią
To dla mnie jedna z najważniejszych różnic między zwykłą skarpetą a dobrą skarpetą techniczną.
Stopa będzie się pociła.
Nie ma skarpety, która magicznie to wyłączy.
Zadaniem dobrego produktu jest więc nie „zatrzymanie pocenia”, ale pomoc w odprowadzaniu wilgoci od skóry i utrzymaniu możliwie komfortowego mikroklimatu wokół stopy.
I tutaj zaczyna się przewaga odpowiednio zaprojektowanych włókien technicznych.
To szczególnie istotne podczas długich podejść.
Serce pracuje mocniej.
Temperatura ciała rośnie.
But jest zamknięty.
Stopa zaczyna produkować coraz więcej wilgoci.
A przecież przed nami może być jeszcze zejście, kolejny podbieg i kilka godzin do samochodu lub schroniska.
Na podejściu jest dobrze. Prawdziwy test często zaczyna się na zejściu
To temat, o którym moim zdaniem mówi się zdecydowanie za mało.
Podejście jest ciężkie kondycyjnie.
Ale dla stóp bardzo wymagające potrafi być również długie zejście.
Stopa przesuwa się w bucie.
Palce pracują inaczej.
Zmieniają się miejsca nacisku.
Jeżeli skarpeta jest za luźna, zaczyna się przesuwać albo tworzy fałdy, po kilku godzinach może być to naprawdę irytujące.
Dlatego dobra skarpeta trekkingowa nie powinna tylko „być miękka”.
Musi również dobrze trzymać się stopy.
To jeden z powodów, dla których tak dużą uwagę zwracam na dopasowanie skarpet Lurbel.
Kiedy idę kilka godzin, nie chcę co jakiś czas zatrzymywać się i poprawiać skarpety.
Chcę ją rano założyć...
i przypomnieć sobie o niej dopiero po zdjęciu butów.
Grubsza skarpeta nie zawsze oznacza lepszą
To kolejny częsty błąd.
Góry = gruba skarpeta.
Niekoniecznie.
Wszystko zależy od temperatury, rodzaju obuwia, intensywności marszu, długości trasy i tego, jak dużo miejsca mamy w bucie.
Jeżeli do dobrze dopasowanego buta włożymy bardzo grubą skarpetę, możemy sprawić, że stopa będzie miała mniej miejsca.
A wtedy zamiast większego komfortu możemy uzyskać większy ucisk.
Dlatego przy wyborze skarpet trekkingowych zwracam uwagę nie tylko na ich grubość.
Liczy się cała konstrukcja i dopasowanie zestawu stopa – skarpeta – but.
Dokładnie tak samo podchodzę do skarpet podczas biegania ultra.
Jeśli chcesz szerzej przeczytać o doborze skarpety na długie dystanse, zajrzyj również tutaj:
→ Jak dobrać skarpety do biegania ultra – 5 praktycznych wskazówek
A co z amortyzacją?
Dodatkowe strefy ochronne w odpowiednich miejscach mogą poprawiać komfort podczas wielogodzinnego marszu.
Ale znowu – więcej nie zawsze znaczy lepiej.
Nie szukam najgrubszej skarpety na półce.
Szukam takiej, której konstrukcja odpowiada temu, gdzie i jak będę się poruszał.
Innej skarpety mogę potrzebować na szybki letni trekking w niskich butach, a innej na wielogodzinną trasę w chłodniejszych warunkach.
I właśnie tutaj zaczynają mieć znaczenie technologie zastosowane w skarpecie, a nie tylko jej wygląd.
Jeśli chcesz zobaczyć, jakie rozwiązania wykorzystuje Lurbel i co właściwie kryje się w technicznej skarpecie, opisałem to tutaj:
Wysokość skarpety też ma znaczenie
Stopki, krótkie skarpety, średnie, wysokie...
Nie wybierałbym ich wyłącznie na podstawie wyglądu.
Najprostsza zasada?
Skarpeta powinna współpracować z butem.
Przy wyższym bucie trekkingowym wolę, żeby skarpeta odpowiednio osłaniała skórę ponad jego cholewką.
Przy niskim obuwiu trailowym lub podejściowym sytuacja może wyglądać inaczej.
Do tego dochodzą warunki na trasie.
Kamienie.
Piasek.
Błoto.
Śnieg.
Roślinność.
W górach skarpeta może pełnić również prostą funkcję ochronną dla fragmentu nogi znajdującego się bezpośrednio nad butem.
Dlatego nie ma jednej idealnej wysokości skarpety dla każdego.
Jest odpowiednia wysokość do konkretnego zastosowania.
Latem cienkie, zimą grube? To trochę bardziej skomplikowane
Temperatura oczywiście ma znaczenie.
Ale patrzyłbym również na intensywność wysiłku.
Na stromym podejściu można solidnie się rozgrzać nawet wtedy, kiedy dookoła leży śnieg.
Zdjęcie do tego artykułu dobrze to pokazuje.
Góry.
Śnieg.
Mocne podejście.
I praca całego organizmu.
Dlatego przy wyborze skarpety nie patrzę wyłącznie na temperaturę powietrza.
Biorę pod uwagę:
jak długo będę w ruchu, jak intensywnie będę szedł, jakie mam buty i jakie warunki mogą czekać mnie kilka godzin później.
W górach pogoda potrafi zmienić się znacznie szybciej niż nasze plany.
Jedna para czy zapasowa?
Na krótkim wyjściu nie zawsze jest to potrzebne.
Ale przy długiej górskiej trasie zapasowa para skarpet może być jednym z najprostszych elementów wyposażenia, które warto wrzucić do plecaka.
Nie zajmuje wiele miejsca.
Nie waży dużo.
A jeśli pierwsza para zostanie całkowicie przemoczona, możliwość założenia suchej może znacząco poprawić komfort dalszej wędrówki.
To jeden z tych elementów wyposażenia, którego można nie użyć przez wiele wyjazdów.
Ale kiedy naprawdę będzie potrzebny...
będziesz zadowolony, że znajduje się w plecaku.
Skarpety Lurbel – nie tylko bieganie
Lurbel kojarzy mi się przede wszystkim z bieganiem.
I trudno, żeby było inaczej.
Wiele kilometrów przebiegniętych w ich skarpetach zrobiło swoje.
Ale im dłużej ich używam, tym mniej patrzę na nie wyłącznie jako na „skarpetki do biegania”.
Praca?
Noszę.
Trekking?
Noszę.
Góry?
Oczywiście.
Ultra?
Tutaj zaczęła się moja przygoda z tą marką.
Bo tak naprawdę potrzeby stopy podczas wielogodzinnego wysiłku często są podobne.
Chcemy ograniczyć problemy związane z wilgocią i tarciem.
Chcemy dobrego dopasowania.
Chcemy komfortu.
I przede wszystkim chcemy przestać myśleć o skarpetach.
Najlepsza skarpeta trekkingowa? Ta, o której zapomnisz
Po kilku godzinach w górach nie chcę zachwycać się swoimi skarpetami.
Chcę patrzeć na góry.
Na szlak.
Na to, co jest przede mną.
Jeżeli przez cały dzień ani razu nie pomyślałem o tym, co mam na stopach, dla mnie jest to bardzo dobry znak.
Dokładnie tak samo oceniam skarpety podczas ultra.
Problemy ze sprzętem zauważamy natychmiast.
Dobry sprzęt często zauważamy dopiero wtedy, kiedy go zdejmujemy.
But może być świetny. Ale pracuje razem ze skarpetą
Możemy godzinami dyskutować o membranach, podeszwach, amortyzacji i przyczepności.
I słusznie.
Buty są jednym z najważniejszych elementów wyposażenia w górach.
Ale bezpośrednio między stopą a tym świetnym butem znajduje się jeszcze jedna rzecz.
Skarpeta.
Mała.
Lekka.
Stosunkowo tania w porównaniu z resztą wyposażenia.
A pracuje przy każdym kroku.
Jeżeli podczas całodniowej wycieczki zrobisz kilkadziesiąt tysięcy kroków, skarpeta będzie pracowała razem z Tobą przy każdym z nich.
Dlatego nie traktuję jej jako dodatku.
Traktuję ją jako część wyposażenia.
Góry bardzo szybko weryfikują sprzęt
W sklepie niemal wszystko wygląda dobrze.
Prawdziwy test zaczyna się dopiero wtedy, kiedy mijają kolejne godziny.
Kiedy nogi są zmęczone.
Kiedy pojawia się pot.
Kiedy teren zaczyna wymagać więcej.
Kiedy po długim podejściu trzeba jeszcze zejść.
Wtedy zaczynasz doceniać rzeczy, na które rano nawet nie zwracałeś uwagi.
Dlatego w UltraSkarpecie lubię pisać o sprzęcie właśnie z tej perspektywy.
Nie interesuje mnie wyłącznie to, jak produkt wygląda po wyjęciu z opakowania.
Interesuje mnie, jak zachowuje się wtedy, kiedy naprawdę zaczynam go potrzebować.
Po kilku godzinach.
Po tysiącach kroków.
W górach.
W pracy.
Na maratonie.
I na ultra.
Bo dobra skarpeta nie sprawi, że podejście stanie się mniej strome.
Nie zmniejszy ciężaru plecaka.
Nie poprawi pogody.
Ale może zrobić coś bardzo ważnego – nie dokładać Ci kolejnego problemu.
A po wielu godzinach na szlaku to naprawdę dużo.
Na koniec – zanim następnym razem ruszysz w góry...
Sprawdź buty.
Sprawdź pogodę.
Sprawdź trasę.
Spakuj wodę i jedzenie.
Ale spójrz też na to, co zamierzasz założyć pomiędzy stopę a but.
Bo czasami najmniejszy element wyposażenia pracuje przez najwięcej godzin.
I właśnie dlatego na długą trasę zamiast przypadkowej bawełnianej pary wybieram sprawdzone skarpety techniczne.
W moim przypadku jest to Lurbel.
Nie dlatego, że skarpeta ma zrobić za mnie trasę.
Ma po prostu pozwolić mi o sobie zapomnieć.
I dla mnie to najlepsza rekomendacja, jaką może dostać skarpeta trekkingowa.
Czytaj również
→ Jak dobrać skarpety do biegania ultra – 5 praktycznych wskazówek
→ Jak prać skarpety do biegania, żeby ich nie zniszczyć? 7 zasad, które naprawdę mają znaczenie
→ Ile kilometrów wytrzymują techniczne skarpety do biegania?