Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Twój koszyk jest pusty

Buty za 1000 zł, plecak za 800… A skarpety? Dlaczego w poradnikach o bieganiu ultra panuje dziwna cisza?

Buty, plecak, kijki, czołówka, kurtka, zegarek GPS. Przed ultramaratonem można znaleźć setki porad dotyczących wyposażenia. Doradzają doświadczeni biegacze, trenerzy i zawodnicy elity. Ale zauważyłem coś, co naprawdę mnie zaskakuje: w tych wszystkich zestawieniach bardzo często brakuje skarpet. Czy to przypadek? Czy może skarpety są po prostu zbyt mało widowiskowe, żeby poświęcać im uwagę? Po latach biegania ultra mam na ten temat własne zdanie.

Buty za 1000 zł, plecak za 800… A skarpety? Dlaczego w poradnikach o bieganiu ultra panuje dziwna cisza?

Buty za 1000 zł, plecak za 800… A skarpety? Dlaczego w poradnikach o bieganiu ultra panuje dziwna cisza?

Patrzę na to zdjęcie i widzę niemal wszystko, czego potrzebuje biegacz przed długim ultramaratonem.

Buty.

Plecak.

Kijki.

Czołówka.

Żele energetyczne.

Napoje.

Odzież na zmianę.

Numer startowy.

Cały sprzęt starannie przygotowany i rozłożony przed zawodami.

I właśnie wtedy przychodzi mi do głowy pytanie, które od pewnego czasu nie daje mi spokoju.

A gdzie w tym wszystkim są skarpety?

Nie chodzi mi tylko o to konkretne zdjęcie. Chodzi o coś, co coraz częściej zauważam w świecie biegów ultra.

Oglądam filmy, czytam poradniki, słucham doświadczonych zawodników. Również tych, którzy potrafią wygrywać naprawdę wymagające biegi.

Pokazują, co zabrać na 100 kilometrów.

Jakie buty wybrać.

Który plecak najlepiej leży na plecach.

Jaką czołówkę kupić, żeby wytrzymała całą noc.

Jakie kijki są najlżejsze.

Potrafią opowiadać o każdym gramie wyposażenia.

A potem dochodzą do końca listy.

I o skarpetach ani słowa.

Przyznam szczerze: naprawdę mnie to dziwi.

Bo czy tylko ja uważam, że na ultramaratonie stopy zasługują na trochę więcej uwagi?

Możesz mieć najlepsze buty świata. Ale co masz między nimi a stopą?

Wyobraź sobie taką sytuację.

Przygotowujesz się do swojego pierwszego biegu na 100 kilometrów.

Kupujesz buty za 800 albo 1000 zł.

Wybierasz plecak za kilkaset złotych.

Inwestujesz w zegarek, czołówkę i odzież techniczną.

Wszystko ma być dopracowane.

Wszystko sprawdzone.

Wszystko gotowe na wielogodzinny wysiłek.

A skarpety?

„Jakieś mam. Przecież to tylko skarpety”.

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

Bo but nie dotyka bezpośrednio całej powierzchni Twojej stopy. Pomiędzy nimi znajduje się skarpeta.

To ona przez kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin pracuje razem ze stopą.

To ona ma kontakt z potem.

To ona przesuwa się razem ze skórą albo – jeśli jest źle dopasowana – zaczyna tworzyć fałdy.

To jej konstrukcja, materiał i dopasowanie mogą wpływać na komfort oraz ryzyko podrażnień.

Nie twierdzę, że skarpeta jest ważniejsza od buta.

Twierdzę, że dobry but i źle dobrana skarpeta to nadal źle dobrany zestaw.

I tego w poradnikach sprzętowych bardzo mi brakuje.

Dlaczego tak chętnie rozmawiamy o butach, a tak rzadko o skarpetach?

Mam pewną teorię.

Buty widać.

Na zdjęciach z zawodów widać markę, kolor, charakterystyczną podeszwę.

Widać plecak.

Widać kurtkę.

Widać czapkę i kijki.

Z łatwością można rozpoznać sprzęt, którego używa znany zawodnik.

A skarpety?

Często schowane pod nogawką, zabrudzone błotem albo ledwo wystające ponad cholewkę buta.

Mało widowiskowe. Mało efektowne. Mało instagramowe.

I zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie dlatego poświęcamy im tak niewiele uwagi.

Nie chcę nikomu zarzucać, że celowo pomija skarpety z powodów marketingowych. Nie znam przecież umów sponsorskich ani motywacji poszczególnych zawodników.

Ale pytanie pozostaje.

Czy sprzęt, który najlepiej wygląda na zdjęciu, zawsze jest tym, który najbardziej zasługuje na uwagę?

Moim zdaniem nie.

Na 10. kilometrze możesz nie zauważyć problemu. Na 80. może być już za późno

Kto biega ultra, ten wie, że długi dystans ma swoje prawa.

Na początku niemal wszystko wydaje się wygodne.

Buty są świetne.

Plecak nie przeszkadza.

Skarpety leżą idealnie.

Ale potem przychodzą kolejne godziny.

Stopy puchną.

Pojawia się wilgoć.

Zbiegasz kilka kilometrów.

Pokonujesz kamienisty odcinek.

Przechodzisz przez błoto.

Znowu podchodzisz.

I nagle okazuje się, że niewielkie otarcie potrafi zająć więcej miejsca w Twojej głowie niż cały piękny krajobraz.

Nie każdy pęcherz jest winą skarpety. Znaczenie mają także buty, wilgoć, warunki na trasie i indywidualna budowa stopy.

Ale skarpeta jest jednym z elementów, na które mamy wpływ jeszcze przed startem.

Dlaczego więc mielibyśmy pozostawiać jej wybór przypadkowi?

O tym, jak duże znaczenie mają stopy w końcowej części ultramaratonu, pisałem już w artykule „80. kilometr – tam, gdzie zaczyna się prawda o skarpetach”.

To właśnie tam najlepiej widać, że rzeczy pozornie nieistotne mogą po wielu godzinach nabrać ogromnego znaczenia.

Czy zawodnicy PRO jeszcze nie docenili dobrych skarpet?

To pytanie jest trochę prowokacyjne.

Wiem.

Ale celowo je stawiam.

Oczywiście nie uważam, że najlepsi zawodnicy nie wiedzą, czym są dobre skarpety. Wielu z nich z pewnością ma swoje ulubione modele, sprawdzone przez tysiące kilometrów.

Być może traktują je jako coś tak oczywistego, że nawet nie wspominają o nich podczas omawiania sprzętu.

Tylko że jest pewien problem.

To, co oczywiste dla zawodnika z wieloletnim doświadczeniem, wcale nie musi być oczywiste dla kogoś, kto właśnie przygotowuje się do swojego pierwszego ultra.

Jeżeli pokazujesz początkującemu biegaczowi cały sprzęt potrzebny na 100 kilometrów, a pomijasz skarpety, wysyłasz mu niezamierzony sygnał:

„To nie jest szczególnie ważne”.

A przecież może być bardzo ważne.

Nie chodzi o to, żeby każdy zawodnik nagle zaczął reklamować skarpety.

Chodzi o to, żebyśmy zaczęli traktować je jak pełnoprawny element wyposażenia.

Tak samo jak buty czy plecak.

Sam przebiegłem wystarczająco dużo, żeby przestać lekceważyć drobiazgi

Nie piszę tego z perspektywy człowieka, który przeczytał kilka opisów produktów w internecie.

Mam za sobą między innymi Lavaredo Ultra Trail na dystansie około 120 kilometrów, dwukrotnie 110-kilometrowy bieg w Lądku-Zdroju oraz dwa starty w Setce Komandosa.

Podczas pierwszej Setki Komandosa popełniłem klasyczny błąd – zacząłem zbyt szybko.

Ukończyłem ją w czasie 14:14:11.

Do drugiej podszedłem zupełnie inaczej.

Od pierwszego do ostatniego kilometra realizowałem plan: 800 metrów biegu i 200 metrów marszu. W trakcie marszu jadłem i piłem.

Efekt?

12:55:28 i 10. miejsce wśród mężczyzn.

To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że na długim dystansie liczy się nie tylko szybkość.

Liczy się przygotowanie.

Taktyka.

Odżywianie.

Nawodnienie.

I sprzęt, któremu możesz zaufać.

Na Setce Komandosa miałem również swoje ulubione skarpety Lurbel Desafio.

Czy to one dały mi taki wynik?

Oczywiście, że nie.

Wynik zrobiłem własnymi nogami, treningiem i odpowiednio dobraną strategią.

Ale skarpety były jednym z tych elementów wyposażenia, których nie chciałem zostawiać przypadkowi.

I o to właśnie mi chodzi.

Dlaczego wybrałem Lurbel?

Bo w bieganiu ultra nie szukam produktów, które mają najładniejsze opakowanie.

Szukam takich, którym potrafię zaufać na długim dystansie.

W skarpetach Lurbel cenię przede wszystkim dopasowanie, konstrukcję i zastosowanie materiałów technicznych.

Nie oznacza to, że każdy model będzie idealny dla każdego biegacza.

Stopa stopie nierówna.

Jedni wolą cieńsze skarpety.

Inni potrzebują większej ochrony w konkretnych miejscach.

Znaczenie mają również buty i warunki na trasie.

Dlatego nie wystarczy kupić skarpety z napisem „ultra” i oczekiwać cudu.

Trzeba ją dobrać i przetestować.

Jeśli dopiero szukasz odpowiedniej pary, przeczytaj mój poradnik „Jak dobrać skarpety do biegania ultra – 5 praktycznych wskazówek”

A jeśli interesuje Cię, jakie rozwiązania techniczne stosuje Lurbel, zajrzyj również na stronę „Technologie marki Lurbel”.

Bo dobra skarpeta to nie tylko kolor i logo.

Najbardziej niedoceniany element wyposażenia biegacza ultra?

Moim zdaniem skarpety mają mocną kandydaturę do tego tytułu.

Nie dlatego, że są ważniejsze od wszystkich pozostałych rzeczy.

Ale dlatego, że różnica między uwagą poświęcaną butom a uwagą poświęcaną skarpetom jest momentami absurdalnie duża.

O butach potrafimy dyskutować godzinami.

O piance.

O dropie.

O bieżniku.

O wadze.

O amortyzacji.

A kiedy ktoś zapyta o skarpety, często słyszy:

„Byle wygodne”.

Tylko co to właściwie znaczy?

Wygodne przez godzinę?

Przez trzy?

Czy przez 20 godzin w mokrych butach?

W ultra słowo „wygodne” nabiera zupełnie innego znaczenia.

I właśnie dlatego uważam, że skarpety zasługują na znacznie więcej miejsca w rozmowach o wyposażeniu.

A może problem polega na tym, że dobrych skarpet po prostu nie widać?

I tutaj dochodzę do myśli, która najbardziej mnie w tym wszystkim zastanawia.

Najlepsze elementy wyposażenia nie zawsze są najbardziej widoczne.

Czasem wręcz przeciwnie.

Dobrze dobrany sprzęt po prostu przestaje zwracać na siebie uwagę.

Nie musisz poprawiać plecaka.

Nie musisz zatrzymywać się przez obcierające buty.

Nie musisz myśleć o skarpetach.

Możesz skupić się na trasie.

Na jedzeniu.

Na tempie.

Na dotarciu do kolejnego punktu.

I może właśnie dlatego skarpety tak rzadko zostają bohaterami filmów o bieganiu ultra.

Bo kiedy naprawdę dobrze wykonują swoje zadanie, nie dają Ci powodu, żeby o nich mówić.

Ale to nie znaczy, że nie warto.

Wręcz przeciwnie.

UltraSkarpeta powstała również z takich pytań

Nie chcę przekonywać nikogo, że zakup drogich skarpet gwarantuje ukończenie ultramaratonu.

Nie gwarantuje.

Nie zastąpi treningu.

Nie naprawi błędów w odżywianiu.

Nie uratuje źle dobranych butów.

Ale po wielu latach biegania wiem, że komfort stóp potrafi mieć ogromne znaczenie.

Dlatego w UltraSkarpecie poświęcam skarpetom tyle uwagi.

Nie dlatego, że są najbardziej efektownym elementem wyposażenia.

Właśnie dlatego, że często są najbardziej pomijanym.

I kiedy patrzę na kolejne poradniki zatytułowane „Co zabrać na ultra?”, chciałbym, żeby obok butów, plecaka, kijków i czołówki pojawił się jeszcze jeden punkt.

Skarpety.

Nie na samym końcu jako mało istotny dodatek.

Ale jako coś, co naprawdę warto przemyśleć przed startem.

Na koniec mam pytanie do biegaczy ultra. I do zawodników PRO również.

Kiedy przygotowujesz sprzęt na ultramaraton, ile czasu poświęcasz na wybór butów?

A ile na wybór skarpet?

Czy masz swój sprawdzony model?

Czy testujesz go podczas długich treningów?

A może naprawdę zakładasz pierwszą lepszą parę i nigdy nie miałeś z tym problemu?

Jestem ciekaw każdej odpowiedzi.

Bo może to ja przywiązuję do skarpet zbyt dużą wagę.

A może po prostu w świecie biegania ultra wciąż za mało o nich rozmawiamy.

Jedno wiem na pewno.

Na mecie nikt nie pyta, jakie miałeś skarpety.

Ale jeśli na 60. kilometrze zaczęły Cię obcierać, istnieje spora szansa, że zapamiętasz je lepiej niż widoki z całej trasy.

I dlatego dziwi mnie ta cisza.

Tomek – biegacz ultra, który uważa, że stopy zasługują na równie dużo uwagi jak buty.

Komentarze do wpisu (0)